Jesteśmy - mówią Teresie Torańskiej po 40 latach marcowi emigranci. Inni od wszystkich pozostałych. Wygnani, pozbawieni ojczyzny, polskiego obywatelstwa. W atmosferze nienawiści i oszczerstw antysemickiej kampanii wyjeżdżali na zawsze. Gdzie są teraz, jaki ślad tamtych wydarzeń noszą w pamięci? Jak "ułożyli się" z Polską i polskością?

Jesteśmy. Rozstania’68Są. Rozmowy o dobrych uczuciach.ByliMyOni

"Jesteśmy. Rozstania'68" książką 2008 roku w plebiscycie czytelników, bibliotekarzy i księgarzy.

Nagroda


Wśród rocznicowych publikacji na temat Marca 1968, ta jest absolutnie wyjątkowa. O tym, co się wydarzyło, nikt nie może opowiedzieć lepiej od samych zainteresowanych. Mimo nadal niezwykle żywych emocji, rozmówcy potrafią być zadziwiająco obiektywni, a dramatyczne chwile, jakie przeżyli, pamiętają z fotograficzną dokładnością. Przymusowy wyjazd z Polski jest jedynie kulminacją każdej z opowieści, bo wszystkie te historie mają swój, często dramatyczny i tragiczny prolog w przeszłości, i nierzadko zaskakujący epilog. Niepowtarzalne i głęboko osobiste, składają się na jedyną w swoim rodzaju wielką kronikę rodzin, napiętnowanych w Polsce za żydowskie korzenie. Paradoksalnie, skrywane czasem przed dziećmi przez rodziców, którzy swą antysemicką gehennę przeżyli podczas wojny, a potem, omamieni oficjalnymi deklaracjami odbudowy kultury żydowskiej w PRL, zdecydowali się tu pozostać lub powrócić, na swoje nieszczęście.

Po co to wszystko zrobiono? Co by było, gdyby Marzec ‘68 nie miał miejsca? Kim byli i są ludzie zmuszeni wówczas do wyjazdu? Kim czują się ich dzieci? Jak znieśli rozłąkę z najbliższymi, bo nie wszyscy wyjechali, a nawet na pogrzeby „emigranci w jedną stronę” nie dostawali wiz? Co przeżywali współmałżonkowie z tzw. rodzin „mieszanych”?

– Między byciem Żydem a Polakiem pochodzenia żydowskiego jest różnica, prawda? Widzisz te różnicę? – pyta Włodzimierz Kofman, dziś znany paleontolog.

– Wiesz, co mnie zaskoczyło? Siła nienawiści, furia wręcz. Do każdego z nas. Bez względu na to, kim był, co w Polsce robił. Partia i rząd rozbudziły w Polsce demony – mówi Marek Web, wówczas młody dziennikarz.

– Nigdy wcześniej, nawet jak słyszałam coś antysemickiego, nie czułam się tym dotknięta. Jest, trudno, mnie nie dotyczy, nie mój problem. I nagle wszyscy zaczęli się sobie przyglądać – tłumaczy Wera Lechtman, lekarka z Mrągowa.

Układając nowe życie w Izraelu, USA, Danii, Szwecji czy Francji, nigdy nie wyleczyli ran po szoku i bólu. Jedni próbowali szukać sposobów, by choć na kilka dni znów znaleźć się w Polsce. Inni całkowicie i świadomie oderwali się od starego kraju, „bo oni nas skrzywdzili”.

– Mnie było nawet wstyd, że tęsknię. Bo wielu tego nie rozumiało. Ja też nie. Jakaś zupełnie irracjonalna sprawa – opowiada Anna de Tusch Lec.

– Mój syn też ma te rozdrapy. Swój problem przesunęliśmy o jedno pokolenie dalej – mówi Andrzej Karpiński, „polski izraelski Żyd mieszkający w Niemczech”.

– Ona we mnie jest – mówi o Polsce Walenty Cukierman, profesor literatury w USA. – I zostanie na zawsze. Bez względu na to, co o niej mówię i myślę.

Wstrząsające historie intymne Torańska puentuje dokumentacją oficjalnej propagandy, od Gomułki po Gierka.

– Nigdy nie robiliśmy podziałów na Polaków i Żydów w naszym społeczeństwie. Zawsze traktowaliśmy obywateli PRL bez względu na narodowość jednakowo. Walka z syjonizmem jako wrogiem naszej idei socjalizmu nie ma nic wspólnego z antysemityzmem! – grzmiał w przemówieniu Gierek. Ale o tym kto był syjonistą, wyjaśnia Cukierman, decydowała władza. W tym czasie krążył po Polsce dowcip, nowa formuła najszczerszych życzeń: „Zdrowia, szczęścia, pochodzenia!”